niedziela, 11 października 2015

Rozdział 1


Emily i Maja
Emily

Warszawę spowijał mrok. Emily wracała w tej chwili z lotniska i jechała prosto na uczelnie, ponieważ inaczej spóźniłaby się na zajęcia.
- Witam, panie profesorze – przywitała się wchodząc na salę wykładową
- Witaj Emily, zgaduję że jesteś prosto z lotniska. Jak się udała podróż?
- Dobrze – w tej chwili zadzwonił dzwonek na lekcję, więc zajęła swoje miejsce i wyjęła książki.
Po zakończeniu lekcji, Emily postanowiła udać się na Starówkę, aby odpocząć od nauki i obowiązków. Tam spotkała kilka przyjaciółek, które wyciągnęły ją na zakupy. Czas spędzony na nich sprawił, że (na swoje nieszczęście) wróciła do domu bardzo późno i zarobiła sobie naganą od rodziców.
- Wiesz która godzina!? – krzyknęli, gdy pojawiła się w drzwiach.
- O co te krzyki? A nie lepiej zapytać „Jak ci minęła podróż, jak się czujesz? – odparła Emily i poszła do swojego pokoju się wypakować.

Maja
Maja siedziała w domu. Przyszła do niej paczka do sąsiadów. Postanowiła oddać ją później, a teraz wyszła na zakupy. Po chwili wybiegła ze sklepu i od razu udała się na uczelnie. Weszła spokojnie do środka i poszła na salę wykładową. Po skończonych zajęciach szybko wróciła do domu. Przygotowała sobie coś do jedzenia. Gdy usiadła w salonie jej wzrok padł na paczkę. Wzięła ją i poszła do domu obok. Zapukała cicho do drzwi. Drzwi otworzyła mama Emily.
- Witaj Maju, co cię sprowadza?
- Znowu dostałam paczkę na pani nazwisko – powiedziała z uśmiechem  i podała jej ją.
Kobieta wzięła ją od niej i spojrzała na adres. – O to do mojej córki. Emily, paczka do ciebie! – zawołała w stronę schodów.
Po chwili zeszła, wzięła pakunek i spojrzała na nieznajomą – Hej, jestem Emily. – przywitała się.
- Hej, - uśmiechnęła się szeroko – jestem Maja – powiedziała. Patrzyła na dziewczynę. Była piękna. Spojrzała na jej matkę – To ja już pójdę proszę pani. Przyjdę jutro na wspólną herbatę – powiedziała z uśmiechem.
- A może byś została? Lepiej byście się poznały. – zaproponowała pani Jays
- Nie wiem czy Emily by tego chciała – powiedziała dziewczyna, cały czas się uśmiechała.
- Sama nie wiem, Maja nie zrozum mnie źle, ale mam trochę zadań ze szkoły- zastanowiła się- chyba że zrobię to jutro rano, bo w końcu będzie czas.
- To znaczy sama mam lekcje, może po prostu za godzinę wyrwę Cię na imprezę? Jest taka fajna. Poznasz moim znajomych- powiedziała z uśmiechem.
- No … spoko. Muszę zaszaleć – uśmiechnęła się miło.
- Dobra, to za godzinę po Ciebie przyjdę. Ale informuję cię, że nie mam normalnych znajomych – zaśmiała się.
- A czy ktokolwiek ma normalnych? – zaczęła się śmiać.
- Moja babcia – powiedziała i wybuchła śmiechem.
- Z czego się tak śmiejecie? – rozległ się dziecięcy głos dochodzą z schodów.
Maja uśmiechnęła się – Nie przeszkadzam. Wpadnę za godzinę – powiedziała i odeszła do siebie. Emily zwróciła się do braciszka – Jason, a ty co jeszcze robisz na nogach? – spytała, a ten w odpowiedzi pokazał jej język i pobiegł do swojej sypialni. – No dobra, idę  odrabiać lekcje – poszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Nie wiedziała w co się przebrać. Podeszła do okna i chciała je zasłonić. W oknie naprzeciwko zobaczyła Maję. Gdy ta poszła do siebie zjadła do końca obiad, a później podeszła do szafy i wyjęła ubrania. Włączyła głośno muzykę i zaczęła przebierać ciuchy. Trochę tańczyła. Zaśmiała się. Wyjęła z szafy błyszczącą krótką sukienkę, ale nie założyła jej. Rzuciła ją na resztę ubrań. W końcu ubrała sukienkę do pół uda. Była dopasowana do jej ciała. Miała piękny srebrny kolor, bez ramiączek. Założyła do tego długie buty na obcasach. Podeszła do lustra. Uczesała w wysokiego kucyka swoje długie włosy. Umalowała się ładnie i pobiegła do łazienki. Wzięła z niej swoją torebkę. Emily zaczęła przeglądać ubrania. Miała wiele sukienek, ale nie zwracała na nie uwagi. Popatrzyła na super kreację. Krótkie dżinsowe spodenki, a do tego luźna wyzywająca bluzka z dziurą na plecach, i postanowiła je założyć. Maja wyszła z domu. Podeszła do domu Emily i zapukała do drzwi.
- Ja otworzę. – zawołała i chwilę potem otworzyła drzwi – Hej, idziemy?
- Pewnie – powiedziała z uśmiechem – nieźle wyglądasz – powiedziała. Spojrzała na telefon. Dostała SMS-a, że Michał jedzie już po nią – dobra, załatwiłam nam podwózkę – zaśmiała się miło.
- Dzięki, ty też. Gdzie jest ta impreza?
- W klubie. Mój przyjaciel obchodzi urodziny – powiedziała i zobaczyła zbliżający się do nich samochód. Było to białe porsche. Zatrzymał się przy nich. Szyba opuściła się. W środku siedział dwudziestoletni chłopak o czarnych włosach i pięknych zielonych oczach – Majka, weź koleżankę i wsiadaj – powiedział ładnym głosem. Emily uśmiechnęła się i wsiadła razem z Mają do auta. Maja usiadła z przodu i pocałowała się z chłopakiem na powitanie, zapięła pasy i spojrzała na Emily – Trzymaj się – zaśmiała się i ruszyli z piskiem opon. Emily rozluźniła się i nie czuła zabójczej prędkości.
- Jestem przyzwyczajona do dużych prędkości. Co chwila latam samolotem. – uśmiechnęła się.
Zatrzymali się przed klubem. Maja i Michał poszli do bagażnika po prezent dla Kuby, a w tym czasie Emily wysiadła z samochodu
-Emily, chodź za mną – powiedziała i poszli do klubu. Przy wejściu stał Kuba. Pocałowała go na powitanie, uśmiechnęła się i złożyła mu życzenia urodzinowe. Póżniej podszedł Michał i pocałował go – Wszystkiego najlepszego kochanie – powiedział.
Maja podeszła do Emily, a ta spojrzała na nią pytająco – są razem – powiedziała do niej. Do Mai podeszły dwie dziewczyny. Uśmiechnęły się do niej. – Maja! Słuchaj, to moja dziewczyna Iza – powiedziała jedna z nich.
- Hej, jestem Emily – posłała im uśmiech i nie skomentowała tego co widziała, ponieważ nie chciała ich urazić.
- To twoja dziewczyna? – spytała Iza. Maja posłała jej mordercze spojrzenie – Nie, to nie jest moja dziewczyna – powiedziała lekko – to koleżanka. – uśmiechnęła się. Jakiś chłopak złapał ją w pasie i podniósł ją. Dziewczyna się zaśmiała. – Jake! Puść! Bo zawołam Adriana! – powiedziała i znowu się zaśmiała. Emily czuła się trochę niepewnie, więc odeszła od grupy. Po chwili podeszła do niej Maja.
- Chodź, napijemy się – powiedziała i podeszła do baru. Zamówiła dwa piwa. Za sekundę się pojawiły. Jedno podała Emily, a drugie wypiła sama. Ta upiła trochę napoju. Skrzywiła sie. Pierwszy raz piła alkohol.
- To tacy są twoi znajomi.  Ty też jesteś …?
Uśmiechnęła się – Tak, moi znajomi są homoseksualni – powiedziała i spojrzała na nią – ale jak ich bliżej poznasz zobaczysz, że są bardzo fajni.
- Zobaczymy – spojrzała na parkiet. Nie wierzyła własnym oczom – Nie wierzę.
- Co jest? – zapytała cicho. Popatrzyła na parkiet. Uśmiechnęła się szeroko – Ej! Oczyścić parkiet! Już! – powiedziała. Wszyscy zeszli z parkietu, ale wzrok Emily podążył za chłopakiem który go przed chwilą opuścił. Maja stanęła na środku – Muzyka – powiedziała. Kiedy usłyszała muzykę zaczęła tańczyć. A tańczyła już jakieś dziesięć lat, więc to potrafiła. Zaśmiała się i skończyła taniec. Podszedł do niej chłopak, ale ona odeszła od niego. Usiadła przy barze i spojrzała na Emily, która wypiła jeszcze trochę piwa i wstała i podeszła do chłopaka, któremu tak się przypatrywała.
- Hej, co ty tu robisz?
On gdy tylko ją spostrzegł, uśmiechnął się – Hej, miło cię widzieć. Przyjechałem jakąś godzinę temu. A ty, co robisz w takim klubie?
Maja podeszła z Kubą do Emily – Ej! Emily! Kuba chce z tobą zatańczyć – powiedziała Maja i uśmiechnęła się szeroko.
- Jestem z koleżanką. – patrzy na Maję. - … co? – powtarza znośnie – No … spoko. – uśmiechnęła się delikatnie. Kuba wziął dziewczynę za rękę i poszedł z nią tańczyć. Maja stała przy ścianie i patrzyła w tłum ludzi. Podszedł do niej Eric.
- Hej, to ty zabrałaś tutaj Emily?
- No tak – powiedziała z uśmiechem
- Nie wierzę, że przyszła tutaj. Wydawała się strasznie … porządna i wzorowa – uśmiechnął się do niej, a na zaśmiała się krótko.
- A tak w ogóle jestem Maja.
- A ja Eric. Długo się znacie? – zapytał z ciekawością.
- Jakąś godzinę. – powiedziała szczerze.
- Naprawdę? Wygląda jakbyście znały się od dawna – zaśmiał się, a ona uśmiechnęła się i spojrzała na Emily – Jest bardzo fajna.
- Nawet nie wiesz jak bardzo – powiedział to z rozmarzeniem. Maja spojrzała na niego.
- Podoba Ci się! – pisnęła. Chociaż na twarzy miała uśmiech, to w sercu ją bolało.
- Byliśmy ze sobą kilka tygodni, ale się rozstaliśmy – powiedział ze smutkiem.
- Nadal ją kochasz? Nadal Ci się podoba? – spytała patrząc na niego.
- Szczerze … Nie wiem – odpowiedział. Piosenka się skończyła. Emily i Kuba szli w ich stronę.
- Musisz posłuchać co ci mówi serce. – powiedziała szczerze z uśmiechem i spojrzała na Kubę, który odszedł do swojego chłopaka.
Emily podbiegła do Mai – Maja, idziemy?
- A gdzie? Mnie się dobrze gada z tym chłopakiem – zaśmiała się.
- Serio??? Plan jest taki, gadałam z Kubą i wszyscy idziemy zaszaleć na mieście – spojrzała z obrzydzeniem na Erica – Eric, żegnam – odszedł bez słowa – Idziemy?
- Wiem co będziemy robić – powiedziała. Wzięła ją za rękę i wyszła z klubu. Wszyscy już tam stali – Macie spraye? – zapytała. Michał pokazał torbę. Maja puściła rękę Emily – to idziemy! – spojrzała na nią – malowałaś kiedyś na murze? – zapytała ją.
- Jasne – powiedziała entuzjastycznie.
- To super. Tylko jedna uwaga. Jak będzie jechać policja, nie daj się złapać. – powiedziała i poszli do muru.
- Wierz mi, umiem stać się niewidzialna, kiedy jest taka potrzeba – wzięła spreye, znalazła odpowiednie miejsce na murze i zaczęła swoje arcydzieło. Maja malowała na ścianie malutki rysunek, ale widoczny. Kiedy usłyszała radiowóz wszyscy zaczęli szybko odbiegać. Maja wskoczyła na mur i przebiegła po nim. Wpadła do starej chaty i schowała się tam. Emily szybko wdrapała się na najbliższe drzewo i schowała się w jego koronie. Policja minęła ich wszystkich nie zwracając na nich najmniejszej uwagi. Maja wyszła na ulicę i nagle została złapana za ręce i pojawiły się na nich kajdanki. Policja ją złapała. Eric właśnie wychodził z klubu i szybko rozeznał się w sytuacji i zauważał błagający wzrok Emily by pomógł Mai. Wyjął pistolet i strzelił  pod nogi policjantów – Ej! Wy! To byłem ja! Ona tylko szła tędy na skróty – strzelił jeszcze raz. Policja puściła Maję i wyjęła broń. Strzeliła Ericowi w ramię. Maja pisnęła. Przełożyła ręce nad głową wyjęła wsuwkę i zdjęła kajdanki. Podeszła do Erica i spojrzała na niego. Policja strzeliła do dziewczyny. Dostała w łopatkę. Emily zeskoczyła z drzewa i ogłuszyła policję mocnym walnięciem w głowę metalowym prętem, który znalazła na ulicy. Maja dotknęła ręką łopatkę. Poczuła krew. Zawirowało jej w głowie. Podbiegł do niej Adrian. Widziała go  rozmazanego. Zamknęła oczy i upadła na ziemię. Emily szybko wyjęła z torebki sole trzeźwiące i przyłożyła je do nosa Mai. Ta otworzyła szeroko oczy. Ból był tak wielki, że nie ruszyła się z miejsca. Jej sukienka przesiąkła krwią. Wszystko w około było rozmazane. Chwyciła telefon. Chciała gdzieś zadzwonić, ale nie widziała nawet co pisze. Odłożyła go na ziemię.
- Maja, odwróć się. Pomogę ci. – w jej głosie słychać było determinację.
Dziewczyna uśmiechnęła się. W jej uśmiechu był ból. Wstała. Spojrzała na wszystkich – To co, idziemy dalej? – zapytała z uśmiechem. Bardzo ją to bolała, ale nie zniszczy urodzin przyjaciela. Na pewno nie. Jej wyraz twarzy nic nie pokazywał.
- Maja, nie możesz tak traktować swojego zdrowia.
- Ale nic mi nie jest – powiedziała i spojrzała na Erica – Dziękuję za pomoc – powiedziała i pocałowała go w policzek.
- Podziękuj Emily. To ona wysłała mi SMS-a, że są kłopoty i to ona nauczyła mnie strzelać – powiedział, a ona uśmiechnęła się i spojrzała na nią. Podziękowała jej, lecz się już nie uśmiechała. Podeszła do chłopaków, z którymi przyszła. Powiedziała, że idzie do domu i kazała odwieść Emily. Szła powoli do domu. Nie obejrzała się za siebie. Szła w dal.
- Maja!!! Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie upewnię się czy nic ci się nie stanie – jej głos był donośny i wiedziała, że nikt nie oparł się jej poleceniom, gdy mówiła takim głosem. Maja odwróciła się do niej.
- Przecież normalnie idę – powiedziała i szła tyłem. Po jej sukience leciała krew. Nie przejęła się tym – nic mi nie jest – powiedziała – zajmij się Ericiem – powiedziała i odwróciła się od niej. Zaczęła odchodzić. Emily ją dogoniła i zatrzymała ją.
- Eric sobie poradzi. Ty za to jesteś moją przyjaciółką.
- Znamy się dwie godziny – powiedziała i zaczęła iść dalej nie patrząc na nią. Wiedziała, że musi zwalczyć to uczucie w sobie. Emily nie była lesbą … była zwykłą dziewczyną. Szła dalej. Nie chciała, ale musiała przestać się z nią spotykać, bo zrobi coś, czego nie powinna i będzie tego żałować – a on sobie nie poradzi – dodała cicho i szła dalej. Nie zwracała uwagi na ból.
- Myślisz, że nie wiem jak to jest być homoseksualistką?! Wiem i to doskonale – krzyknęła, wyjęła z torebki telefon i wybrała numer do swojego kuzyna, który wisiał jej przysługę – Przyjedź po mnie … Masz namiar w nawigatorze … Okay, do zobaczenia – spojrzała na Maję, a ona na nią.
- Znasz mnie dwie godziny i powiedz mi co o mnie wiesz! Nic nie wiesz! Nawet nie wiesz, że moi rodzice nie żyją! Uratowali mi życie, a sami zginęli! – powiedziała do niej. Odwróciła się i odeszła. Po jej policzkach płynęły łzy – a nie powinni ratować kryminalistki – dodała szeptem tak, że nikt jej nie usłyszał. Szła szybko.
- Maja, i co z tego, że twoi rodzice nie żyją?! Masz mnie! – powiedziała.
- Nie, nie mam nikogo! – warknęła i odeszła szybkim krokiem. Za zakrętem poczuła piekący ból w łopatce. Bolało ją to, ale szła do domu. Nie mogła mieć nikogo. Spojrzała w ziemię, a jedna łza spadła na ziemię waląc prosto w nią. Mai zdawało się, że słyszy jak uderza o ziemię. Kuzyn Emily podjechał, ona wsiadła, a on zawiózł ją do domu, a gdy dojechali, poszła do swojego pokoju i usiadła do komputera. Włamała się do policyjnych akt i znalazła nazwisko Mai. Nie chciała tego czytać, ale skopiowała akta na pulpit i usunęła wszystko o Mai z bazy danych każdej policji na świecie – To dla ciebie, moja Maju.

Max i Jeremi

Max siedział w kawiarni rysując wnętrze szkoły. Do kawiarni wszedł Jeremi patrząc w ziemię i tuląc książkę do klatki piersiowej. Poszedł na koniec Caffé i schował się w cieniu jakby się wszystkich bał. Max spojrzał na chłopaka od razu mu się spodobał. Do niego podszedł kelner.
- Poproszę Caffé latte waniliowe dla tego chłopaka o tam- powiedział, wskazując na Jeremiego. Patrzył na niego. Kelner odszedł. Do Jeremiego podszedł kelner i postawił kawę.
- Przepraszam ale jeszcze nie zamawiałem – powiedział Jeremi
- Tamten chłopak zamówił za pana – powiedział kelner wskazując na Maxa, który rysował. Jer spojrzał swoimi głęboko niebieskimi oczami na niego. Zdziwił się i zarumienił lekko. Schował się za książkę gdy kelner odszedł. Max zerknął na chłopaka. Zajął się rysunkiem na lekcje architektury. Jer spodobał mu się od razu. Uśmiechnął się pod nosem. Jer czytał książkę, wziął kawę i napił się jej. Jego ulubiona kawa, waniliowa latte.  Uśmiechnął się nieśmiało i spojrzał na bruneta.  Zarumienił się, skąd on wiedział jaką lubił kawę? Schował się za książkę. Max był taki piękny, zarumienił się mocniej. Czytał książkę Johna Greena. Max kończył swoją pracę. Zerknął na Jera, był piękny. Zapłacił, zwinął pracę w roletę i związał ją recepturką. Zrzucił ostatnie spojrzenie w stronę chłopaka i powoli wyszedł. Spojrzał w jego stronę. Kiedy chłopak wyszedł szybko wypił kawę, zamknął książkę i wyszedł z kawiarni. Max szedł powoli w stronę swoich studiów. Niósł pod pachą swój projekt. Rozejrzał się i czekał na zielone światło. Jeremi podszedł do motoru. Założył kask, patrzył na chłopaka. Usiadł na motorze i ruszył. Stanął przy czerwonym świetle, obok stał Max. Spojrzał na motor. Lekko się uśmiechnął widząc maszynę. Przeszedł na drugą stronę. Skręcił i wszedł na teren swoich studiów. Jeremi ruszył dalej. Pojechał na swoje studia. Wjechał na teren szkoły. Zaparkował i poszedł do szkoły nieśmiało. Słuchał na wykładach. Max oddał prace. Gdy wyszedł o 16:00 poszedł do razu do pracy. Pracował w Starbucks, założył fartuszek, umył ręce i stanął przy kasie. Zaczął przyjmować zamówienia. Jeremi po wykładach pojechał do domu. Postawił motor i poszedł na spacer. Po długim czasie chodzenia poszedł do kawiarni Starbucks. Wszedł i stanął w kolejce. Max przyjmował zamówienia szybko. Dostał sms od przyjaciółki i szybko go odczytał „i jak tam? Masz już jakąś dupcie?”. Uśmiechnął się po nosem. Odpisał „jeszcze nie”
- Witamy, co podać?- zapytał podnosząc wzrok na chłopaka.
- Poproszę waniliowe latte – powiedział Jer. Max lekko się zdziwił widząc chłopaka, którego widział rano.
- Imię? – zapytał, wziął kubek i czekał aż mu poda imię.
- Jeremi – odparł szybko i spuścił z niego wzrok. Patrzył na dłonie. Wyjął portfel i zapłacił za kawę. Zapisał jego imię na kubku. Postanowił dla niego sam zrobić kawę. Na spodzie napisał „kawa?” i swój numer telefonu. Szybko zrobił kawę. Podszedł do okienka odbioru.
- Jeremi – powiedział i postawił kubek na blacie. Wziął kawę.
- Dziękuję – powiedział i napił się kawy. Była pyszna. Usiadł przy stole daleko od baru, jakby nadal bał się ludzi. Max spojrzał na niego.
- Idę na przerwę – krzyknął do kolegi z pracy. Wyszedł z widoku. Poszedł do szatni i napił się energetyka. Zjadł kanapkę. Wyszedł znowu. Wziął ciastko czekoladowe z miodem i poszedł do Jera. – na koszt firmy – powiedział i położył ciastko na stole i odszedł. Stanął znowu przy kasie. Jer spojrzał na ciastko. Wziął je do ręki. Był zarumieniony.
- Dziękuję – szepnął za chłopakiem i ugryzł ciastko. Było pyszne. Pracował dziś długo, był zmęczony. Zaczął wycierać blaty i stoły gdy już gości było mało. Jer siedział długą chwilę. Zobaczył napis na spodzie kubka. Wyjął telefon i zapisał numer. Wyrzucił kubek i wyszedł. Napisał sms „nawet nie znam twojego imienia”. Max spojrzał na telefon. Odczytał sms, uśmiechnął się lekko. „Max” odpisał. Wytarł wszystkie stoły. Zdjął fartuszek, pożegnał się i wyszedł. Zarumienił się gdy odczytał wiadomość. „Witaj Max. Jestem Jeremi. Możemy poznać się lepiej? Z nieznajomymi to ja się nie przyjaźnie”. Napisał Jeremi, wstydził się trochę. Pisząc wiadomość wpadł w jakiegoś chłopaka. Ten odwrócił się i zaczął krzyczeć na Jera. Przed kawiarnią odczytał wiadomość. „Hej Jeremi. Możemy się poznać kiedy tylko chcesz” odpisał. Zaczął iść do domu. Uderzył go zimny wiatr na gołych ramionach. Jeremi przeprosił chłopaka i szybko odszedł.  Stanął przed kamienicą. Była stara, zapuszczona i śmierdząca. Odczytał wiadomość. „Mam okienko jutro o drugiej. Co ty na to?” odpisał. Nie wchodził do domu. Max spojrzał na swojego IPhone ’a. Uśmiechnął się lekko. „Jasne. Czas zawsze mam” napisał. Był już niedaleko swojego mieszkania, „Kawiarnia?” dopisał. „Jasne” odpisał i powoli wszedł do domu. Była to mała kawalerka. Zobaczył leżących na ziemi, jak zwykle upitych rodziców. Dwójka rodzeństwa robiła lekcje na podłodze. Max poszedł do swojego domu. Mieszkał w apartamentowcu. Wszedł tam i poszedł do sypialni, położył się na łóżku. „Dobranoc” napisał i usnął. Jeremi spojrzał na telefon. „Dobranoc” odpisał. Zaczął szybko sprzątać i pomógł rodzeństwu w lekcjach. Wybiegł z domu i pobiegł na nocną zmianę do restauracji. Pracował do trzeciej rano. Wrócił do domu robiąc po drodze małe zakupy. Wyszedł do domu, zrobił śniadanie dla młodszego rodzeństwa i włożył je do lodówki. Usiadł, przeczytał notatki. O siódmej pobiegł na studia. Rano Max zerknął na telefon. Uśmiechnął się. Poszedł pod prysznic, umył się i ubrał w świeże ciuchy. Założył ciemnie dżinsy i biały podkoszulek. Założył trampki i skórzaną kurtkę, wziął jeszcze okulary, telefon i klucze, i wyszedł. Zamknął drzwi. Poszedł na studia. Jeremi na wykładach prawie spał, lecz zapamiętam wszystko. Kiedy miał okienko poszedł do kawiarni, usiadł przy stole Policzył ile ma drobnych, ledwo na małą kawę starczyło. Kelner przyjął zamówienie i po kilku minutach przyniósł mu kawę. Max nie skupiał się na wykładach, o drugiej wyszedł ze studiów i poszedł do kawiarni. Wchodząc tam zdjął okulary, rozejrzał się i poszedł w stronę Jeremiego. Był lekko uśmiechnięty. Usiadł naprzeciwko chłopaka. Podszedł kelner
- Mała czarna - powiedział do niego – i RedBull – dodał. Kelner odszedł i za chwile przyniósł jego zamówienie. Gdy odszedł Max spojrzał na chłopaka, który siedział naprzeciwko niego.- Hej – powiedział do niego. Nie spojrzał na Maxa. Wstydził się trochę, nawiązał znajomość z nim przez sms. Sam nie wiedział kim jest ten człowiek.
- Hej – powiedział cicho i napił się kawy. Pomyślał o rodzeństwie, czy zjedli śniadanie i co w szkole. Był zmęczony lecz nie chciał tego ukazać. Max patrzył na niego. Napił się kawy. Zawołał kelnera.
- Głodny? – zapytał. Jeremi nie zdążył mu odpowiedzieć, a Max już zamówił dwie kanapki z kurczakiem. Kelner odszedł, a chłopak otworzył RedBulla. Napił się łyka. – Chcesz? – zapytał go. Jer zarumienił się lekko.
- Nie dziękuję – powiedział cicho. Uniósł wzrok na niego. Był piękny, Jeremi szybko opuścił wzrok i skarcił się za to w myślach. Max dalej pił. Przyszły kanapki, ugryzł jedną ukazując rząd równych białych zębów.
- Studiujesz? – zapytał. Nie opuszczał z niego wzroku.
- Tak. A ty? – zapytał go nie unosząc wzroku. Nie tknął kanapki. Pił tylko swoją kawę.
- Tak. A co studiujesz?  - zapytał. Czy tylko Max był zainteresowany tą konwersacją?
- Studiuje literaturę. A ty co studiujesz?- Pomyślał sobie, że to niegrzeczne tak nie patrzeć na rozmówce więc uniósł wzrok i spojrzał na Maxa. Max jadł spokojnie i przyglądał się mu.
- Architekturę – powiedział. Jer pokiwał głową i pił powoli kawę Spojrzał w kawę rumieniąc się gdy tylko spojrzał mu w oczy.
- Opowiesz mi o swojej rodzinie? – zapytał
- No mogę cos tam opowiedzieć. Tata wielki biznesmen, szef i twórca jakiejś bardzo ważnej firmy, mama bardzo dobry prawnik więc rzadko ich widuję. Brat neurolog, więc musiałem wziąć na siebie tego, który nic nie osiągnie – mówił, znowu ugryzł kanapkę Jer spojrzał na niego. Miał smutek w oczach i zamęczanie.
- Architekt to dobry zawód. Jeżeli lubisz to co robisz, to będzie ci to wychodzić- powiedział do Maxa cicho ale bardzo przekonująco.
- Jak to mówią rodzice – zaczął- rysunek nie wyżywi rodziny – dodał
- Ze wszystkiego da się wyżywić rodzinę – powiedział i opuścił wzrok. Wiedział coś o tym. Spojrzał na kanapkę, był bardzo głodny, nie jadł już drugi dzień lecz postanowił ją wziąć dla rodzeństwa.
- A opowiesz mi o swojej? – powiedział ciekawy i zjadł do końca kanapkę, wypił RedBulla i patrzył cały czas na chłopaka.
- Moja mama jest polką, mój ojciec Amerykaninem. To wyjaśnia moje imię. Moi rodzice nigdy nie byli bogaci ani tez biedni, Kiedy się urodziłem tata stracił prace, więc przenieśliśmy się do mniejszego domu. Tato zaczął pić. Urodziła mi się piątka rodzeństwa i po ostatnim porodzie mama dołączyła do taty i obije piją. Ja zająłem się wychowaniem rodzeństwa, więc w dzień studiuję , a nocy pracuję – powiedział, przez całą wypowiedź nie spojrzał na Maxa ani razu. Wstydził się swojej rodziny. Chłopak patrzył na Jeremiego.
- Ja zawsze chętny do pomocy – powiedział, ale powiedział to tylko dlatego, że Jer mu się podobał.
- Nie będę nadużywać twojej znajomości, radzę sobie. Tylko taka jedna sprawa – powiedział ze wstydem – mogę wziąć tę kanapkę? Oddam Ci pieniądze jak tylko uzbieram – powiedział w głosie miał zawstydzenie. Musiał zapytać, musiał dać coś dzieciom do jedzenia. Patrzył na swoje dłonie. Wypił całą kawę.
- Jasne – powiedział. Kelner przyniósł rachunek, Max na niego spojrzał i zapłacił nawet za kawę Jeremiego.
- Dziękuję…oddam Ci pieniądze – powiedział. Spojrzał na zegarek. Dochodziła trzecia.
- Nie musisz – powiedział – ja będę lecieć, praca – powiedział i wstał. Założył okulary przeciwsłoneczne.
- Dobrze – pokiwał głową i wstał. Wyciągnął rękę – miło było poznać – powiedział. Max uśmiechnął się, podszedł do niego i lekko go przytulił.
- Miło – powiedział cicho – do zobaczenia – rzucił i wyszedł. Na krześle w kawiarni zostawił kurtkę. Jeremi zarumienił się gdy on go przytulił. Zobaczył, że chłopak zostawił kurtkę. Postanowił mu oddać następnym razem. Wziął kanapkę i kurtkę, i wyszedł. Poszedł szybko do domu i powiesił kurtkę. Poszedł do kuchni, pokroił kanapkę, dał każdemu z rodzeństwa kawałek. Rodzice jak zawsze spali na podłodze. Pomógł rodzeństwu w lekcjach, uśpił najmłodsze i szybko wyszedł z domu biorąc kurtkę Maxa. Założył ją. Pachniała jeszcze nim, była cudowna. Wtulił się w tę kurtkę i wszedł do pracy. Max wszedł do domu, rzucił kluczami na komodę, zdjął buty i poszedł do kuchni. Zaczął gotować, telefon nie dawał znaku życia. Może źle zrobił, ze go przytulił? Jer w pracy poprosił kolegę o telefon by mógł gdzieś zadzwonić. Kolega bez żadnych pytań dał mu telefon. Jeremi z pamięci napisał numer Maxa i patrzył w telefon. Wstydził się zadzwonić ale w końcu zadzwonił do niego. Chłopak wytarł ręce. Zobaczył nieznajomy numer. Odebrał.
- Max Dopp, w czym mogę pomóc?  Zapytał. Zawsze tak zaczynał rozmowę z nieznajomym numerem, miał to po ojcu.
- Cześć Max z tej strony Jeremi – powiedział i poszedł na zaplecze gdzie mógł być sam.
- O hej – powiedział. Trzymał telefon ramieniem przy uchu, kroił warzywa do potrawki.
- Chciałem tylko powiedzieć, że zostawiłeś kurtkę – mówił cicho – Mam ją więc oddam Ci jak się spotkamy – dodał, Zdjął jego kurtkę i ubrał strój pracownika. Max uśmiechnął się gdy usłyszał słowa „jak się spotkamy”
- Ja to o wszystkim zapominam – powiedział i kroił dalej warzywa
- Nie przeszkadzam? – zapytał cicho. W drzwiach stanął Kamil, kolega z pracy Jera.
- Nie – zaśmiał się miło. Słuchał otoczenia w którym znajduję się Jer. Usłyszał, że chłopak jest w pracy.
- Jeremi robota czeka –zawołał Kamil. Jeremi zarumienił się trochę.
- Zadzwonię później. Buziaki – Powiedział i rozłączył się. Zrobił się jeszcze bardziej czerwony. Oddał telefon Kamilowi i poszedł pracować z rumieńcem na twarzy. Max uśmiechnął się szeroko. Zajął się robieniem jedzeniem. Myśli pobiegły do Jeremiego, jego zarumienionych policzków i nieśmiałych pytań. Jer zbierał zamówienia i realizował je. Poszedł na przerwę i usłyszał rozmowę swoich kolegów  z pracy.
- słyszałeś, że Jer ma dziewczynę?- spytał Kamil
- Naprawdę? Myślałem, że będzie sam lub będzie to jakieś meliniara. Sam jest meliniarzem – odparł Kuba. W oczach Jeremiego zabrały się łzy, zdjął robocze ubrania, wziął kurtkę i po prostu wyszedł zostawiając pracę za sobą. Za zakrętem popłynęły mu łzy po policzkach. Max zjadł to co sobie zrobił i czekał na telefon od chłopaka. Postanowił wysłać mu sms „Wszystko w porządku?”. Spojrzał na telefon. Nie miał jak odpisać, otarł łzy i szedł dalej. Znowu pojawiły mu się łzy na policzkach. Pociągnął nosem. Podszedł do kiosku i kupił doładowanie. Chciał usłyszeć głoś Maxa. Wykręcił jego numer i zadzwonił. Max odebrał telefon.
- Wszystko okay? – zapytał go cicho.
- Tak – skłamał. Pociągnął nosem. Otarł łzy. Chciał tylko słuchać głosu Maxa. Miał nadzieje, że on nie jest jak wszyscy.

- Przecież słyszę – powiedział do niego. Zakładał buty jedną ręką, a drugą trzymał telefon – powiedz mi co się dzieje – dodał
- To nic – powiedział i wszedł do domu. Zobaczył ojca. Zatrzymał się w pół kroku. Ojciec zobaczył kurtkę w rękach Jeremiego
- Co to? Czyje? – wydarł się pokazując na kurtkę.
- To kolegi zapomniał…- nie skończył. Miał nadzieje, że Max nie słyszał tego wszystkiego. Dostał w twarz od ojca Jer rozłączył się. Max usłyszał co się dzieje. Namierzył telefon chłopaka, wybiegł z domu i pobiegł do kamienicy. Wszedł na klatkę śmierdziało. Zapukał do drzwi. Rozjuszony ojciec otworzył drzwi.
- Czego? – zapytał Maxa. Jer siedział głęboko w domu robiąc lekcje z siostrą.

***
Hej, piszę to opowiadanie z siostrami i mamy nadzieję, że wam się spodoba. Jeśli macie jakieś pytania albo propozycje, albo cokolwiek to podaję moje dane kontaktowe
Mail: julia-kornatko@wp.pl
GG: 55717139

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz